* [jakże są straszne głosy...]

*

jakże są straszne głosy których nie ma
w swojej wymowie już poza milczeniem
akcentowane głoski zbyt czerwone usta
niewidzące oczy w niewidzące oczy
od granicy zmysłów w obcy znany mi już świat
umarły w sobie jak można dokładnie
powtarzam balladę o pierwszym i ostatnim
nie wypowiedzianym w odpowiedniej chwili
gdy można było skończyć coś co się zaczęło
gdy można było zacząć coś co się skończyło

* [powiedz mi tylko czy...]

*

powiedz mi tylko czy jesteś złudzeniem
rozmienionym na drobne znane mi kobiety
garsteczką prochu w swojej drobnej ręce
głosem odbitym w milczącej sukience
czy tylko jesteś powiedz mi złudzeniem
i tylko dym się będzie ścielił
widomy znak że znów cię nawiedziłem
ja zakrywająca twarz ulotna chmura
z pięknie wykroplonym wzmagającym deszczem
nawałnicą burzową piorunem aż sinym
bo przecież ciągle będzie się tu ścielił
dym wypalonych w dymie wypalonych

* [jadę do ciebie w wagonie...]

*

jadę do ciebie w wagonie pełnym krwi
matka kaleki opowiada
o wizycie w podziemnym szpitalu
po drugiej stronie umownej rzeki
pociąg krzyczy pod semaforem
w tunelu echo ustala powietrze
i tak mija pierwsza godzina podróży
pamiętam ten spacer sterylnym korytarzem
do kostnicy szpitalnej z bezręką salową
która perfekcyjnie drzwi mi otworzyła
i zobaczyłem ciebie która
mięła pierwszą godzinę podróży
wielkie serce świata w drobnych kołach stuka
sen narkotyczny niby wielka chmura
zakrywa mnie dokładnie aż po same usta
to podziemna wizyta w fotelu na kółkach
moja pierwsza i ostatnia godzina podróży
z otwartą raną zawiadowca pasażer
oznajmia przez głośniki alarmowe
że minęła ta godzina
mojej podróży gdy do mnie jechałaś
a katastrofa wisiała w powietrzu
od stu lat nie dłużej nad tym samym torem
bo wielka pętla świata splata się rozplata
jak twoje włosy

* [przyszło lato i znowu...]

*

przyszło lato i znowu byłem zakochany
według tradycji nowego ze starym
podaję ci szlafrok mojej skóry
kąpiel trwała tylko chwilę
twoje włosy schną wolno przez następne dni
obraz i podobieństwo schnie na białej pościeli
wstaje pierwszy lepszy martwy dzień
przez otwarte okno będziesz odbierała defiladę
na czele z adiutantem moich wielkich snów

* [alfabet czytany wspak...]

*

alfabet czytany wspak
góra ukryta w dolinie
niebo od lepszej strony
impreza zawsze towarzysząca
koło karuzeli kręci koło

piąta strona świata
w czteroramiennym kompasie
umiejscowiona w pół drogi

świat w całości się liczy
i tak powstaje na miarę liczydła

czy coś poza retoryką
zostanie w banku świata
gdy skończę liczyć
będę odgadywał
topografię nasycenie kolorem
perspektywę

narysuj mi twarz
czarnym węglem
piórkiem ptaka w przestworzu

błyskawica w martwym powietrzu
trwa latami

* [kiedy cię widziałem...]

*

kiedy cię widziałem we śnie bez imienia
na niebie płonął stos stuleci
od nagłej iskry zapalony skrycie
przez skrytobójcę pośrodku zamieci
wstawałaś wolno senna i nierzeczywista
bo przecież to była senna oczywistość
i czas się nie liczył i czasu nie liczył
ten z drugiej strony z pieśni nad pieśniami
bez pieśni

* [nie pamiętam ciebie...]

*

nie pamiętam ciebie od miesięcy
tylko ten obłok stoi uparcie nad miastem
a całe niebo pełne jest pudru i krwi

widziałem na obłoku twoje jasne włosy
równo świecące w miastach po zachodzie
gdzie wśród gęstych uliczek mijałem się z sobą

przychodzisz do mnie lekko opalona
w cienkiej sukience o milczącej nitce
twoje usta tak bardzo pełne
nie chcą mnie lecz są piękne

więc tu nie przychodź śliczna
na puszce moich prochów urządź teatr dla dzieci

* [jakże to tak przyjaciółko...]

*

jakże to tak przyjaciółko moja
choć deszcze padają i wody wciąż płyną
pamiętam łąkę całą od zieleni
w słońcu skąpaną twoją twarz
w czerwieni zachodów i wschodów

jakże to tak przyjaciółko moja
miasta świecące oddalały się ode mnie
mój własny dom głodował w ciemnicy
a nieba i piekła były we mnie

jakże to tak przyjaciółko moja
twój dom na wysokiej skale
sprasza znajomych
a ja nieznajomy duch nad wodami
odwiedzam wszystkich których znałem

j e s t e m .  t e r a z .  l i n i ą .  ś w i a t a