I

I

proroku gwiezdny ogień na twej skroni
płonie jak wieczność oblana benzyną
to ogień odmierza przyszłość i przeszłość
a twoja twarz nieruchoma sprowadza obecność
tu i tam oczy jednakowo wystygłe
tu jest zbyt blisko
a tam za daleko
aby do końca zobaczyć
los kuli gazu która niczym wodna bakteria
na bladoróżowym niebie rozchodzi się po kościach
i tak zostaje ledwie co napoczęta legenda

zboże które już nigdy nie wzejdzie
przemieli się w ciebie i staniesz się chlebem
razowej komunii dymem świec i kadzideł

godzina mija godzinę spojrzenie goni spojrzenie
zegar piaskowy wciąż bije
na piaskach wszystkich kontynentów

teraz płonie nagrobna lampa lasu
poranna kąpiel w umarłych rosie
może cię ożywi choć na jedną chwilę
wieczność już gotowa na to przyjęcie
sztandary ogniste rozwiesiła na niebie

umarły nocą świeci księżycem
łuny stojące nad morzem tylko się kołyszą
raz po raz do wtóru

okręty pełne wiatru i ciszą skupione
płyną przez nas morskich utopionych
z bezkresu w trwanie bo nasze spotkanie
twarzą w twarz niedługo nastąpi

twoją pieśń lunatyka słychać najlepiej w kostnicy
w podmorskim schronie pod polarną zorzą

godzina mija godzinę spojrzenie goni spojrzenie
zegar piaskowy wciąż bije
na piaskach wszystkich kontynentów

człowiek który żyje i ten który umarł
patrzy na siebie jakby patrzał w lustro

II

II

wiejska staruszka z drewnem w dłoni
i ty rozstrzygająca o losach tego świata
idziecie przecież często nieopodal sanktuarium
przy którym leży wysuszone truchło
pierwszego męża stanu

ty co mnie mijasz krokiem tak powolnym
jakbyś na śmierć swoją szła
wysłuchaj głosu z mównicy na górze oliwnej

zbawię narody piekła i szatany
tędy tędy moi państwo proszę do gazu
pod ścianę objawienia kwieciem umajoną
to wasza wielka przygoda tak sprawnie kierowana
przygoda dla milionów musi być uporządkowana
numer 40 i 4 dzisiaj wasze niebo
jest pełne wysmukłych anielic
hejże ho tak pięknie będzie się wam szło

idzie całe życie i tak być powinno
zimne ognie i pragnienie gaszące napoje
rozdawane będą wraz z kanapkami strychniny

godzina mija godzinę spojrzenie goni spojrzenie
zegar piaskowy wciąż bije
na piaskach wszystkich kontynentów

jest cisza powietrze goni powietrze
szczęście nie zna granic

biały dom ci postawię na podniebnej skale
i obok kości to będzie jak zamek
w którym urodzi się blondwłosa umarła

poznasz ja w następnym tysiącleciu
gdy koła wiatru pył przemielą w kamień
to niemożliwe a jednak prawdziwe

III

III

wolne miejsce na cmentarnej tablicy jest dla ciebie
i twój nagrobek przybrany uryną stanie obok kiosku
towarzysze wypiją abyś ich pamiętał
i nawet po śmierci chodził do tego samego wychodka

oto jaskinia zgromadzenia świata
dym rozpalonego ognia usuwa klimatyzacja
prorok słucha głosu pana polityk spikera
co jeden powie to drugi zapisze
na swoje konto w księdze bezpieczeństwa kraju

blondwłosa kurtyzana na zmysłów kanapie
piętami wabi zasłużonego generała
a na placu centralnym dziwka się rozbiera
wdzięki swe kryjąc w łopocie sztandarów

godzina mija godzinę spojrzenie goni spojrzenie
zegar piaskowy wciąż bije
na piaskach wszystkich kontynentów

w tym domu deszcz strzela na wiwat
sen spada jak raca
złudzenia się zatraca
zapał wzbiera w pęcherzu napiętym
jak przeświecająca skóra na bębnie świata

godzina mija godzinę spojrzenie goni spojrzenie
zegar piaskowy wciąż bije
na piaskach wszystkich kontynentów

armia postępu biegiem marsz
zbawienie już bliskie

IV

IV

szkarłatne chorągwie męki wciągnięte na maszt
ból się rozchodzi w koło promieniście
jak fala po uwiązanym do szyi kamieniu

orkiestra na pustej twarzy w trzewiach utopionego
gra parady marsz i nieżywi idą
jak defilada na cmentarnym placu
kroki we mgle i nogi jak z waty
drewniane ręce gipsujące twarz

widzowie egzekucji palą papierosa
ostatnie słowo na ekranach świata
jeszcze wisi w powietrzu rzężące już głuche

zbudujemy nowy dom
taki piękny śmierci dom
i zostanie biały schron

jak świecący w mroku tron
potem lekki zgonu ton
będzie woził wieczny prom
i za bon za żeton to bon ton

zalanego w beton trzeba ustawić na placu
aby oddychał po swym wielkim biegu
z dymiącym pistoletem w futerale wiary

morderców będziemy od jutra palić
a kaleki powiążemy w pary
i poślemy do zadrutowanych szpitali

społeczni dobijacze będą awansowani
dostaną służbowe mundury
i na ambonach zgromadzeń ogólnych
cali będą w złocie i purpurze

godzina mija godzinę spojrzenie goni spojrzenie
zegar piaskowy wciąż bije
na piaskach wszystkich kontynentów

V

V

godzina mija godzinę spojrzenie goni spojrzenie
zegar piaskowy wciąż bije
na piaskach wszystkich kontynentów

w imię nasze wasze niczyje
rozpoczynam ogniste kazanie

deszcz żelaza i stali przygniata do ziemi
a wszyscy spragnieni są już powieszeni
na telegrafu wolno stojących słupach
aby przestroga była wypełniona

każdy tajniak ma swego tajniaka
anioła stróża od siedmiu boleści i krzyża

grzesznicy zatwardzieli pocisk wiary przebije skorupy
w których żyjecie bez niego i miary

a teraz wysłuchajcie orędzia jego
ten głos w gigantofonach to sama muzyka

o kurwa o kurwa
jaki piękny walczyk
po chuju po chuju
z wami mi się tańczy

wy muchy głodu walczące o prawa
ja jestem prawem chleba
prawem pierwszego aż do ostatniego
pierniki rozdawać bez krzyku pałami okładać
stolice świata upadną nim grom strzeli

odkupione wprzódy będą po cenach hurtowych
i iluminowane rzęsiście
niech zapalą się rozstawne reflektory
a słowo ciałem się stało
i strzelało między nami

VI

VI

godzina mija godzinę spojrzenie goni spojrzenie
zegar piaskowy wciąż bije
na piaskach wszystkich kontynentów

nadajemy wiadomości ostatnie
świat pokryty kośćmi
lecz my z tego zrobimy ład i porządek
ten cud wypracują wszyscy
uwaga zaczynamy

taśma widzeń mistycznych wolno rusza
sąd ostateczny już zaczął swą sesję
trybunał dziś obraduje przy drzwiach zamkniętych

głosuje się za pomocą ludzi
tak wrzucać do lewego kotła
nie do przeciwległego
wstrzymujących się porąbać
na opał na przemiał i na wzrost produkcji

godzina mija godzinę spojrzenie goni spojrzenie
zegar piaskowy wciąż bije
na piaskach wszystkich kontynentów

VII

VII
a miało być też o porządku i przygodzie
o ekscesach i o powszechnym Å‚adzie
jest tak ty który idziesz przez kontynenty
przez morza i oceany jeziora i rzeki
który wszechświaty mijasz jak zwykłe ulice
mówisz że zapalisz na moim grobie świecę
ja ci nie wierzę bo byłem Apollinaire’em
i to samo jemu mówiłeś nigdy nie spełniłeś
a bez tego nie ma poezji pośmiertnej
tylko w blasku świecy poetyckie cienie
tworzą na ścianach rymy naskalne
każdej historii o pierwszym i ostatnim
ty wiesz Guillaume
najpiękniejsze są te nienapisane
i te których nie napiszę