I

I

O, jakże nieokreślonym dźwiękiem jesteś
który się oddala, przybliża;
zostań – proszę – pomiędzy wargami
nocą senna, dniem nadrzeczywista
zawsze odległa i zawsze obecna

Popatrz! Jakże odległa noc między nami
kolejnymi o świcie i zmierzchu dniami
wschodzi. Ciemnym okiem pośrodku ciemności.
Senną powieką zapada za śniony sen.

Słychać szum szorstkich strun. To gra się muzyka.
Kupioną, jakże senną twarzą jesteś dźwięku
przychodzący i odchodzący. Nad ranem.
Śnisz mi się, a to jest przecież rzeczywistość.

Nie nazbyt senny, już prawie jednaki
chcę cię zatrzymać, bo nad ranem przecież
w dwójnasób wzrasta odległość pomiędzy
tym zobaczonym a tym nienazwanym

Więc wiersz ci piszę – nazywam słowami
to nie do odgadnięcia, to co ponad nami
nas nazywa. A my nie znamy sami
swojego imienia. Tylko ta muzyka -

patrzysz na mnie lekko się uśmiechasz
i błyskawica w martwym powietrzu
uderza – to jak okamgnienie
nasze istnienie które zaklinam
słowem.  j e s t e ś.  ale także.  b ę d z i e s z

doprowadzony pewnie i bezpiecznie
do końca jednaki
w ilu teraźniejszościach
zastanie mnie przyszłość
kiedy wróciłem z czasów tak odległych
prawie zapomnianych z głęboko schowanych
układa się znowu aktualna pierwsza i jedyna pamięć:
ty co tak mówisz że to było dawno
spojrzałeś na mnie ty błękitnooki
potem już nie będzie srebrnych traw i rosy
ty to zrozumiesz kiedy ci opowiem
najpierw mnie posiadł opluty dyszący
powiem ci teraz
że mam piękne imię
nazywam się

II

II

*
o wzorzysto mód
czekałem z kieliszkiem wieczności
w zdrętwiałych palcach
przyszłaś jednak
z rąk kieliszek wyjęłaś
i jest teraz

*
patrzę na ciebie tak widzi się Boga
który jest dobrocią dlatego jedynie że istnieje
nie mówiąc tak ani nie ni żadnego słowa
taśmy sądu ostatecznego czekają
w kinie Objawienie

*
bo dni wciąż płyną
godzina za godziną
jest teraz
oswojony teraźniejszością
kołysze się na jej fali
i tak będę płynął
coraz dalej i dalej

*
sen dodatkowy wymiar świata
splata i rozplata rzeczywistość
wędrowiec w płaszczu twojej skóry
narzuconym niedbale na południki
odnajduje kierunek
śnisz mu się już rzeczywista

*
kolor w czystej przestrzeni
jest punktem
czysta przestrzeń w twoim spojrzeniu
jest światłem pryzmatycznym
albo odwróconym wszechświatem

*
bo piękność twoja jest nie z tego świata
a tamtego nazwać nie podobna
więc milczę choć każda drobina
opowiada o tobie tak pełna zachwytu
aż powstaje szkic do portretu
który sam siebie maluje

*
za czymże tak gonisz
czy może za tym samym
przed czym ja uciekam
przecież i tak się spotkamy
po tamtej stronie
więc co jest warte
nasze zbliżenie i nasze rozstanie
liczy się właściwa strona
dobrze namalowana świecąca z oddali
a my już teraz zajmujemy
ponumerowane miejsca

*
łzy w twoich oczach mogą być szczęśliwe
w płomieniu świecy błyszczące jak gwiazdy
kiedy powracasz i kiedy znów patrzysz
spojrzeniem tak bliskim
że kołysanka nieskończoności w nieskończoność
ma znów wyraźnie zakreślone brzegi

*
nie policzony a jednak jednaki
jestem kasjerko stąd aż do wieczności
bo podzielony już bez reszty
przez ciebie jedną do nieskończoności
zbliżam się w twoich pantofelkach

*
czy to jest szczęście
ma twoją twarz
i całą wreszcie
o zachłanny ogrodniku
sady wysokopienne
rosną już we mnie

*
ja jestem sadem
a ty ogrodniczka
szczepiłaś mnie dwadzieścia lat temu
teraz ja twoja roślina

*
usta tak piękne jak rośliny
zwracają się ku mnie
padam deszczem jestem cieniem
i cały się tobą mienię

*
tęcza rozpięta na wysokim niebie
w twoich źrenicach słońce w obręczy
uśmiechu w porannej rosie dźwięczy
chwile codzienne budują się we mnie

*
uśmiech łączący niebo z ziemią
spina dwa brzegi płonące
odsłaniają miękkość tak delikatną
jak dwa powietrza tańczące
uśmiech-twarz
ręce-życie
połączenie
tym co bliskie i odległe
jawnie i skrycie
gładkie skóry morza
trzepocące na wietrze
i ty w powiewnej sukience
skrajem wyspy idąca
jesteście jednym – zapala się zorza

*
bo kiedy mówisz
dźwięczące potoki stają na chwilę
i w powietrzu słychać
łąkowe dzwoneczki świtu
tak pamiętam słońce które żyje
w każdym twoim spojrzeniu

*
śnieg pada bez przerwy
mróz za rękę trzyma
popatrz niebieska godzina
przechadza się z nami pod rękę
bo idzie z góry gwiaździsta równina

*
muzyka nocą przywołuje chwile
gdy spytasz jakie – powiem że szczęśliwe
gdy spytasz po co – aby trwało
chcę być muzyką lecz i to za mało
aby być szczęściem które nie przemija
więc będę tobą – ty możesz być wszystkim

*
ku słońcu biegnę
tobie księżyc świeci
na jednym niebie
dwa ciała i oba niebieskie
zstępują z góry w oliwne doliny
gdzie miejsce spotkań ale tylko cieni
w niebieskiej poświacie żywy ogień płonie
i chcesz czy nie chcesz
to jest pożegnanie