Epitafium

Epitafium

już mnie poniosły upalne burze
i nie wiem przed wielką podróżą
co mi przypadnie czy to będzie dzisiaj
a może kiedyś w wieczności znowu się spotkamy
tutaj byliśmy na czerwonych skałach
wiatr zdzierał włosy i skóra bielała
jak nocne światło na drodze z daleka
teraz odjadę burza idzie bokiem
popatrzę w oczy potem będę śpiewał
zapiekłymi ustami w krwiste dzisiaj niebo

teraz gdy jestem sam i płynie ta wieka muzyka
chciałbym powiedzieć a tobie kochana na pewno
jak to się stało nikt tego nie widział
kiedy umarłem cały pobielony
jak pęd ekspresu poprzez kontynenty
w starym fotelu na biegunach pamiętałem jeszcze
dzień naznaczony wyrazisty umowny
choć pełen wytworzonej tu i teraz rzeczywistości
więc leż cicho ukryj usta w krtani śpij pogodnie
lub prowadź nas przez nienazwane oceany

bo późnym wieczorem niebo mi nie świeci
boże ty wiesz że ta muzyka
płynie cudowna z głębin oceanu
więc wyjdź mi naprzeciw smutny pomocniku
spróbuję cię zabić wolno i boleśnie
pierwsza krew poleci jak spadająca gwiazda
niewidoczna przyczyna i skutek
zabłyśnie nareszcie ponad horyzontem
i pęknie krąg zaklęty aż tęcza zajęczy
potem ktoś przyjdzie powie mi dzień dobry
niebieskim światłem otoczy dokoła
bo choć się nie znamy ty musisz pamiętać
a wiesz dlaczego bo jesteś skazany