I

I

proroku gwiezdny ogień na twej skroni
płonie jak wieczność oblana benzyną
to ogień odmierza przyszłość i przeszłość
a twoja twarz nieruchoma sprowadza obecność
tu i tam oczy jednakowo wystygłe
tu jest zbyt blisko
a tam za daleko
aby do końca zobaczyć
los kuli gazu która niczym wodna bakteria
na bladoróżowym niebie rozchodzi się po kościach
i tak zostaje ledwie co napoczęta legenda

zboże które już nigdy nie wzejdzie
przemieli się w ciebie i staniesz się chlebem
razowej komunii dymem świec i kadzideł

godzina mija godzinę spojrzenie goni spojrzenie
zegar piaskowy wciąż bije
na piaskach wszystkich kontynentów

teraz płonie nagrobna lampa lasu
poranna kąpiel w umarłych rosie
może cię ożywi choć na jedną chwilę
wieczność już gotowa na to przyjęcie
sztandary ogniste rozwiesiła na niebie

umarły nocą świeci księżycem
łuny stojące nad morzem tylko się kołyszą
raz po raz do wtóru

okręty pełne wiatru i ciszą skupione
płyną przez nas morskich utopionych
z bezkresu w trwanie bo nasze spotkanie
twarzą w twarz niedługo nastąpi

twoją pieśń lunatyka słychać najlepiej w kostnicy
w podmorskim schronie pod polarną zorzą

godzina mija godzinę spojrzenie goni spojrzenie
zegar piaskowy wciąż bije
na piaskach wszystkich kontynentów

człowiek który żyje i ten który umarł
patrzy na siebie jakby patrzał w lustro