I

I

O, jakże nieokreślonym dźwiękiem jesteś
który się oddala, przybliża;
zostań – proszę – pomiędzy wargami
nocą senna, dniem nadrzeczywista
zawsze odległa i zawsze obecna

Popatrz! Jakże odległa noc między nami
kolejnymi o świcie i zmierzchu dniami
wschodzi. Ciemnym okiem pośrodku ciemności.
Senną powieką zapada za śniony sen.

Słychać szum szorstkich strun. To gra się muzyka.
Kupioną, jakże senną twarzą jesteś dźwięku
przychodzący i odchodzący. Nad ranem.
Śnisz mi się, a to jest przecież rzeczywistość.

Nie nazbyt senny, już prawie jednaki
chcę cię zatrzymać, bo nad ranem przecież
w dwójnasób wzrasta odległość pomiędzy
tym zobaczonym a tym nienazwanym

Więc wiersz ci piszę – nazywam słowami
to nie do odgadnięcia, to co ponad nami
nas nazywa. A my nie znamy sami
swojego imienia. Tylko ta muzyka -

patrzysz na mnie lekko się uśmiechasz
i błyskawica w martwym powietrzu
uderza – to jak okamgnienie
nasze istnienie które zaklinam
słowem.  j e s t e ś.  ale także.  b ę d z i e s z

doprowadzony pewnie i bezpiecznie
do końca jednaki
w ilu teraźniejszościach
zastanie mnie przyszłość
kiedy wróciłem z czasów tak odległych
prawie zapomnianych z głęboko schowanych
układa się znowu aktualna pierwsza i jedyna pamięć:
ty co tak mówisz że to było dawno
spojrzałeś na mnie ty błękitnooki
potem już nie będzie srebrnych traw i rosy
ty to zrozumiesz kiedy ci opowiem
najpierw mnie posiadł opluty dyszący
powiem ci teraz
że mam piękne imię
nazywam się