IV

IV

szkarłatne chorągwie męki wciągnięte na maszt
ból się rozchodzi w koło promieniście
jak fala po uwiązanym do szyi kamieniu

orkiestra na pustej twarzy w trzewiach utopionego
gra parady marsz i nieżywi idą
jak defilada na cmentarnym placu
kroki we mgle i nogi jak z waty
drewniane ręce gipsujące twarz

widzowie egzekucji palą papierosa
ostatnie słowo na ekranach świata
jeszcze wisi w powietrzu rzężące już głuche

zbudujemy nowy dom
taki piękny śmierci dom
i zostanie biały schron

jak świecący w mroku tron
potem lekki zgonu ton
będzie woził wieczny prom
i za bon za żeton to bon ton

zalanego w beton trzeba ustawić na placu
aby oddychał po swym wielkim biegu
z dymiącym pistoletem w futerale wiary

morderców będziemy od jutra palić
a kaleki powiążemy w pary
i poślemy do zadrutowanych szpitali

społeczni dobijacze będą awansowani
dostaną służbowe mundury
i na ambonach zgromadzeń ogólnych
cali będą w złocie i purpurze

godzina mija godzinę spojrzenie goni spojrzenie
zegar piaskowy wciąż bije
na piaskach wszystkich kontynentów