* [idę do ciebie ten oddział ...]

*

idę do ciebie ten oddział żołnierzy
wciąż zwalnia kroku zaraz się zatrzyma
pod ciężkim niebem rozbije namioty
biwak wieczności z ogniskiem sumienia
śnieg ich zasypie wiosną spłynął z lodem
wciąż nieruchomi szczelnie zapatrzeni
w swe dziwne losy na odległość dłoni
i kilka metrów ciepłej jeszcze ziemi
drży powietrze pacyfikacja przestrzeni
skończona przed czasem można już zapalić
oddział egzekucji w tej próbie ogniowej
wyszedł zwycięsko choć to tylko manewry
własnego sumienia pod cudzym rozkazem
to ja spieszony jeździec Apokalipsy
na swoją miarę szyję paradny mundur
abyś mnie widziała w czerwieni i bieli
po raz ostatni pierwszy raz inaczej

* [będziesz mnie rozbierać...]

*

będziesz mnie rozbierać do snu wymyślonego
aksamitną dłonią otwierać oczy
i mówić szeptem słowa których nie spamiętam
będę u ciebie a ty będziesz u mnie
w czarnej przepasce zsuniętej na oczy
kiedy zabraknie powietrza w oddechu
pierwszym i ostatnim cudzym i swoim
w podwodnych ogrodach lekko popłyniemy
świecącym okrętem pełnym wieczności

* [nie było mi dane...]

*

nie było mi dane
poznać ciebie na pamięć
choć całe ciało
z tobą zostało
tak drobna
że w kropli wody mieszkasz
tak przejrzysta
że wejdziesz w lustro
więc tak nierzeczywista
aż prawdziwa
i tak realna
aż nieistniejąca
kocham się z abstrakcją
to poniżające lub wzniosłe

* [głos anonima...]

*

głos anonima status podmienionego
to tylko jeszcze jeden przedmiot poetycki
wskazówka słonecznego zegara godziny
w której się dokonuje prezentacja światła
i cienia bo to ona zmienia twoje zapatrzenia
w których chcesz być choć minutę
odnaleziony w ciepłych jeszcze rękach
niosących cię teraz w bluzeczce
rozpiętej na piersiach

* [jakże są straszne głosy...]

*

jakże są straszne głosy których nie ma
w swojej wymowie już poza milczeniem
akcentowane głoski zbyt czerwone usta
niewidzące oczy w niewidzące oczy
od granicy zmysłów w obcy znany mi już świat
umarły w sobie jak można dokładnie
powtarzam balladę o pierwszym i ostatnim
nie wypowiedzianym w odpowiedniej chwili
gdy można było skończyć coś co się zaczęło
gdy można było zacząć coś co się skończyło

* [powiedz mi tylko czy...]

*

powiedz mi tylko czy jesteś złudzeniem
rozmienionym na drobne znane mi kobiety
garsteczką prochu w swojej drobnej ręce
głosem odbitym w milczącej sukience
czy tylko jesteś powiedz mi złudzeniem
i tylko dym się będzie ścielił
widomy znak że znów cię nawiedziłem
ja zakrywająca twarz ulotna chmura
z pięknie wykroplonym wzmagającym deszczem
nawałnicą burzową piorunem aż sinym
bo przecież ciągle będzie się tu ścielił
dym wypalonych w dymie wypalonych

* [jadę do ciebie w wagonie...]

*

jadę do ciebie w wagonie pełnym krwi
matka kaleki opowiada
o wizycie w podziemnym szpitalu
po drugiej stronie umownej rzeki
pociąg krzyczy pod semaforem
w tunelu echo ustala powietrze
i tak mija pierwsza godzina podróży
pamiętam ten spacer sterylnym korytarzem
do kostnicy szpitalnej z bezręką salową
która perfekcyjnie drzwi mi otworzyła
i zobaczyłem ciebie która
mięła pierwszą godzinę podróży
wielkie serce świata w drobnych kołach stuka
sen narkotyczny niby wielka chmura
zakrywa mnie dokładnie aż po same usta
to podziemna wizyta w fotelu na kółkach
moja pierwsza i ostatnia godzina podróży
z otwartą raną zawiadowca pasażer
oznajmia przez głośniki alarmowe
że minęła ta godzina
mojej podróży gdy do mnie jechałaś
a katastrofa wisiała w powietrzu
od stu lat nie dłużej nad tym samym torem
bo wielka pętla świata splata się rozplata
jak twoje włosy

* [przyszło lato i znowu...]

*

przyszło lato i znowu byłem zakochany
według tradycji nowego ze starym
podaję ci szlafrok mojej skóry
kąpiel trwała tylko chwilę
twoje włosy schną wolno przez następne dni
obraz i podobieństwo schnie na białej pościeli
wstaje pierwszy lepszy martwy dzień
przez otwarte okno będziesz odbierała defiladę
na czele z adiutantem moich wielkich snów

* [alfabet czytany wspak...]

*

alfabet czytany wspak
góra ukryta w dolinie
niebo od lepszej strony
impreza zawsze towarzysząca
koło karuzeli kręci koło

piąta strona świata
w czteroramiennym kompasie
umiejscowiona w pół drogi

świat w całości się liczy
i tak powstaje na miarę liczydła

czy coś poza retoryką
zostanie w banku świata
gdy skończę liczyć
będę odgadywał
topografię nasycenie kolorem
perspektywę

narysuj mi twarz
czarnym węglem
piórkiem ptaka w przestworzu

błyskawica w martwym powietrzu
trwa latami